Leżał bez ruchu na polu, w zimnie, deszczu ze śniegiem i porywistym wietrze. Każda kolejna minuta mogła decydować o jego życiu. Dramatyczną sytuację zauważył policjant z Poddębic, który w niedzielę, 8 lutego, był już po służbie. Jego czujność i natychmiastowa reakcja sprawiły, że pomoc dotarła w ostatniej chwili.
Przed godziną 17.00 dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Poddębicach, będąc po służbie, dostrzegł na polu leżącego mężczyznę. Poszkodowany znajdował się w pozycji przykurczonej, nie reagował na zadawane pytania i nie był w stanie samodzielnie się podnieść ani stanąć. Jego stan od początku wskazywał na poważne zagrożenie życia.
- Kontakt z nim był znacznie utrudniony. Mężczyzna był wyraźnie wychłodzony - miał zasinioną skórę dłoni i twarzy, trząsł się z zimna, a jego odzież była przemoczona. Nie potrafił podać swoich danych osobowych ani wyjaśnić, co się stało. Panujące warunki atmosferyczne - ujemna temperatura, wiatr oraz opady deszczu ze śniegiem stwarzały bezpośrednie zagrożenie dla jego życia i zdrowia - mówi mł. asp. Alicja Bartczak z KPP Poddębice.
Policjant natychmiast powiadomił służby ratunkowe. Na miejsce przybyła załoga pogotowia ratunkowego, która udzieliła mężczyźnie pierwszej pomocy, a następnie przetransportowała go do szpitala celem dalszej diagnostyki i hospitalizacji. Jak ustalono, uratowanym jest 45-letni mieszkaniec gminy Wartkowice.
Dzięki szybkiej i zdecydowanej reakcji funkcjonariusza pomoc nadeszła na czas, zapobiegając tragedii. To zdarzenie pokazuje, że policyjna służba nie kończy się wraz z zakończeniem dyżuru, a zwykła czujność i ludzki odruch mogą uratować drugiemu człowiekowi życie.