Spacerując w okolicach Placu Jana Kilińskiego, trudno przejść obojętnie obok barwnych plansz plenerowej wystawy. To nie tylko zbiór archiwalnych zdjęć i dat, ale zaproszenie do podróży w czasie – przez 125 lat historii zgierskiego tramwaju, który był i wciąż jest czymś więcej niż środkiem transportu. To żywy świadek przemian miasta, regionu i codziennego życia jego mieszkańców.
Dokładnie w styczniu 1901 roku na ulicach Zgierza wydarzyło się coś, co dziś nazwalibyśmy technologicznym szokiem. Na trasę wyruszył tramwaj elektryczny, i co może zaskakiwać nawet miłośników historii – stało się to wcześniej niż w Warszawie. Dla miasta był to symbol nowoczesności i odwagi w sięganiu po rozwiązania, które wyprzedzały epokę.
Droga do uruchomienia linii łączącej Zgierz z Łodzią nie była jednak prosta. U schyłku XIX wieku świat dynamicznie się modernizował, lecz Imperium Rosyjskie – pod którego zaborem znajdował się region – patrzyło na transport szynowy z ogromną podejrzliwością. Kolej i tramwaje kojarzono z wojskiem i logistyką militarną, dlatego o zgodę na realizację inwestycji trzeba było występować aż do ministra wojny w Petersburgu.
Koncesję udało się uzyskać w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 roku. Budowa nie obyła się bez problemów – ówczesna prasa wytykała wykonawcom błędy w rozstawie szyn i nazywała ich wręcz „niekompetentnymi". Mimo to projekt doprowadzono do końca, a tramwaj stał się faktem.
Przez kolejne dekady linia tramwajowa stała się komunikacyjnym kręgosłupem regionu. Legendarna linia „46" przeszła do historii jako jedna z najdłuższych tras tramwajowych w Europie, licząca ponad 35 kilometrów. Wagony woziły do pracy, szkoły i fabryk, ale też były niemymi świadkami wydarzeń dramatycznych.
Podczas rewolucji 1905 roku w jednym z wagonów zginął fabrykant Juliusz Kunitzer, ofiara zamachu. W czasie II wojny światowej tramwaje odegrały zupełnie inną, nieoficjalną rolę – umożliwiały mieszkańcom zakazane przez okupanta samozaopatrywanie się w żywność. Dla wielu rodzin był to jedyny sposób na przetrwanie.
Tory prowadziły także do strategicznych punktów miasta. Specjalna bocznica do zakładów „Boruta" służyła do transportu surowców potrzebnych do produkcji barwników, ale także – co dziś brzmi niemal sensacyjnie – materiałów wybuchowych.
Choć dziś z sentymentem patrzymy na archiwalne zdjęcia „Berlinek", „Lilpopów" czy popularnych „N-ek", Zgierz nie chce, by historia tramwaju zamknęła się wyłącznie w muzealnych gablotach. Po trudnym okresie zawieszenia ruchu w 2018 roku i jego przywróceniu w grudniu 2021 roku, miasto myśli o kolejnym, kluczowym kroku – powrocie linii 46.
– Samorząd złożył już wniosek o dofinansowanie zadania pn. „Rozwój transportu niskoemisyjnego na rzecz zrównoważonej mobilności miejskiej na terenie Zgierza". Planowane zamierzenie inwestycyjne to przedsięwzięcie polegające na przebudowie trasy tramwajowej w ciągu ulicy Łódzkiej (DW488), Placu Jana Pawła II, ulicy Łęczyckiej oraz ulicy Ozorkowskiej(DW488). To nie będzie tylko wymiana szyn, ale budowa całej niezbędnej infrastruktury – informują pracownicy zgierskiego magistratu.
Plany są ambitne i wyraźnie pokazują, że tramwaj ma znów stać się ważnym elementem codziennej mobilności mieszkańców, a nie tylko symbolem przeszłości.
Dziś, świętując 125 lat tradycji, wiemy już, że historia zgierskiego tramwaju nie kończy się na planszach wystawowych. Ona wciąż pędzi ku przyszłości. Pozostaje trzymać kciuki, by hasło „Jeszcze tu wrócę", które towarzyszyło ostatniemu kursowi linii 46, rzeczywiście stało się faktem – i by tramwaj znów na stałe wpisał się w rytm miasta.
Źródło: UM Zgierz